Moi blogowi Przyjaciele.
Od jakiegoś czasu miałam przeczucie, że zostałam 'zdemaskowana' i niektórzy z realnych znajomych czytają mój blog.
Potwierdziło się to.
Świadczą o tym jakieś zdania lub pojedyncze słowa na temat, o jakim z nikim w realu nie rozmawiałam.
Nie mam już takiego komfortu pisania jak dotychczas.
Blog traktowałam jak konfesjonał, gdzie mówi się szczerze i ze skruchą, nawet z żalem za grzechy.
Myślę, że to, iż przez dwa lata bujałam się w wyróżnianych blogach i byłam, że tak to określę, na oczach czytelników, ułatwiło niektórym /Mirku nie Ciebie mam na myśli/ rozpoznanie, kto się za tą 'ciszą' kryje.
Nie miałam zamiaru w kimkolwiek wywoływać jakichś uczuć, ale chęć pokazania, jak to wszystko, co opisałam wyglądało z mojego punktu widzenia, co ja czułam, o czym marzyłam i że byłam zwyczajną kobietą, która także myśli, ma uczucia, pragnienia i czuje ból, kocha i cierpi.
Nie mam ochoty w realu rozmawiać o tym, co tutaj ujawniłam, czy bezsensownie polemizować.
To nie leży w mojej naturze.
To moje, co napisałam i mam do tego pełne prawo!
Nie pisałam tutaj, by pokazać jaką życiową bohaterką jestem, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że niejedna kobieta w moich warunkach resztę swojego życia spędziłaby w wariatkowie, lub zaciągnęła na szyi pętlę, co często zdarza się.
Mam także świadomość, że inni/e mają gorzej i radzą sobie lepiej ode mnie.
Pisałam, bo pisanie to jak rozmowa z innymi i z sobą samą, a to przynosi ukojenie i nie odczuwa się samotności, jest także lekiem na depresję, na bezsenność, na pochmurne dni, wreszcie na ból istnienia, który coraz bardziej mi doskwiera.
Byłam z Wami dwa lata. Napisałam 520 notek. Pocieszaliście mnie w słabych moich chwilach, dodawaliście odwagi do działania, inspirowaliście do pisania.
Napisaliście do mnie ponad 7 tysięcy komentarzy. Zaglądnęliście tu ponad 60 tysięcy razy. Otrzymywałam sporo maili, korespondowaliśmy na 'znajomych'.
Otrzymałam kilka propozycji na zawarcie bliższej znajomości z panami i nie tylko, bo jedna z czytelniczek zapałała do mnie jak to nazwała szczerym uczuciem. To było powodem pousuwania zdjęć, które czasem zamieszczałam.
Ktoś napisał dla mnie wiersz.
Niektórzy także deklarowali swoją pomoc w pracach fizycznych.
Bardzo, ale to bardzo wszystkim WAM dziękuję.
Nie zamykam bloga, bo nie ma w nim niczego, czego powinnam wstydzić się. Niech sobie fruwa w przestrzeni blogowej.
Może czasem jeszcze coś napiszę.............. ale jeśli, to już nie będzie takie samo pisanie, bo to co już w nim jest do teraz, to było z głębi mojego serca wyłuskane, a także z życia wzięte, dzięki czemu nie odczuwam już, że noszę balast, który mi bardzo ciążył.
Tymczasem żegnam się z Wami, życząc wszystkim wszystkiego najlepszego!
Powiem jeszcze, że to nie żal nakazuje mi tak postąpić, ale rozsądek.
|